Chmura tagów
"Ósemka"  "Salwator"  "Wybrałam życie"  aborcja  Abp Antoni Baraniak  abstynencja  aktorstwo  Al-Anon  alkohol  alkoholizm  Benedykt XVI  bł. Dominik Spadafora  bł. ks. Jerzy Popiełuszko  Bp Marek Solarczyk  bp Marian Rojek  Brygida Grysiak  charyzmat  cierpienie  co wybrać?  czego szukać?  Droga Neokatechumenalna  duszpasterstwo powołań  dzieci  Dzieło Duchowej Adopcji Kapłanów  edukacja  Edyta Stein  Eleni  formacja  grzech  homoseksualizm  Instytut Prymasa Wyszyńskiego  instytuty świeckie  jak znaleźć?  Jan Paweł II  Kard. Stefan Wyszyński  Karmel  Katarzyna Łaniewska  komunikacja  Ks. Jerzy Popiełuszko  listy o powołaniu  macierzyństwo  Małżeństwa niesakramentalne  małżeństwo  Maria Okońska  Maryja  media  metanoia  Michał Lorenc  miłosierdzie  ministranci  modlitwa  muzyka  narkomania  narkotyki  niesakramentalni  nowe wspólnoty  o. Piotr Jordan Śliwiński OFMCap.  o. Wojciech Jędrzejewski OP  obrona życia  ojcostwo  papież Franciszek  pijarzy  pokuta  powołanie  prostytucja  przebaczenie  przednowicjat  Rekolekcje ignacjańskie  rodzice  rodzicielstwo  rodzina  Rok Wiary  Ruch Światło-Życie  salezjanin  Sandra Kwiecień  sponsoring  spowiedź  szkoła  św. Benedykt z Nursji  Św. Józef Kalasancjusz  Św. Rita  świadectwa  świadectwo  teatr  temat maja - macierzyństwo  Teresa Benedykta od Krzyża  uzależnienia  wdowy konsekrowane  wesele bezalkoholwe  Wesle Wesel  wolontariat  Zakon Szkół Pobożnych
Wierzę w życie, które nie kończy się tutaj - 31.10.2013
Zamyślenia na Rok Wiary
Wierzę w Kościół, który Jezus posyła do świata 31.07.2013
Zamyślenia na Rok Wiary

Masz problem? Chcesz rozwiać wątpliwości? Nurtują Cię jakieś pytania? Napisz do nas:

Powołaniowcy:
Monika Duc SP
Piotr Recki SP
Tomasz Abramowicz SP
Home» Czego szukać?» Pomysł na życie» Moje plany» Nawrócony Casanova (1)

Opiekun - logo

Nawrócony Casanova (1)

Eduardo Verástegui - fot. www.eduardoverastegui.com.ar Eduardo Verástegui - fot. www.eduardoverastegui.com.ar

- Pewnie nas nie pamiętasz, Eduardo – w słuchawce rozległ się głos nieco spiętego, młodego mężczyzny. – Spotkaliśmy się kilka miesięcy temu pod kliniką aborcyjną, przed którą urządzono pikietę pro life. Moja dziewczyna zaszła w ciążę, przyszliśmy umówić się na zabieg. Ktoś z uczestników pikiety zaczepił nas i chciał pogadać, ale on mówił tylko po angielsku, a my tylko po hiszpańsku, pamiętasz? Wtedy nieoczekiwanie przed kliniką pojawiłeś się ty i stałeś się naszym tłumaczem. Kojarzysz nas?

- Tak! Teraz sobie przypominam – w pamięci aktora, zwanego przez dziennikarzy meksykańskim Brad’em Pitt’em rozbłysło wspomnienie tamtej rozmowy. – Próbowaliśmy was przekonać, że warto urodzić to dziecko.

- Właśnie! – ucieszył się rozmówca. – Dzwonię do Ciebie, żeby ci powiedzieć, że was posłuchaliśmy i że urodził nam się synek, któremu daliśmy imię Eduardo! Po tobie! Bo gdybyś się wtedy nie pojawił, gdybyś nie zaczął tłumaczyć, dokonalibyśmy tej aborcji. Uratowałeś go!

Chwilę później Eduardo Verástegui odłożył słuchawkę. Był poruszony do głębi. Jak można wierzyć, że życiem rządzi przypadek? Tamtego dnia pojawił się przed kliniką, by przyjrzeć się, jak ona funkcjonuje. Jakie kobiety do niej przychodzą. Był rok 2006, a on przygotowywał się do roli w filmie „Bella”. Film tworzony był z myślą o kobietach planujących aborcję. Jego autorzy żywili cichą nadzieję, że być może choć jedna zdecydowana na dokonanie aborcji nastolatka, studentka czy dojrzała kobieta, po jego obejrzeniu postanowi jednak ocalić swoje dziecko. Eduardo miał zagrać główną rolę w „Belli”. Reżyser obrazu, Alejandro Monteverde, pisząc scenariusz i kreując postać Jose, nie miał wątpliwości, że Verástegui jest do niej stworzony. Jose to młody, piękny, wrażliwy człowiek z tajemnicą. Pracuje w meksykańskiej restauracji swego starszego brata Manny’ego w Nowym Jorku. Jest charyzmatycznym szefem kuchni. Artystą kulinariów. Pewnego poranka Manny wyrzuca z pracy Ninę, kelnerkę, która po raz trzeci spóźniła się do pracy. Dziewczyna zaczyna przepraszać, płakać, prosić o jeszcze jedną szansę. Nie dostaje jej. Obraca się na pięcie i szybkim krokiem zmierza w kierunku stacji metra. Z torby wypada jej mały, pluszowy miś. Jose widzi to, podnosi misia z chodnika i goni kelnerkę, by jej go oddać. Dogania ją w podziemiu metra i tam dowiaduje się, że jego koleżanka jest w ciąży i że zamierza ją usunąć. Jose ma na sobie fartuch kucharza, Nina barwną, meksykańską suknię, która jest strojem służbowym, za który sama musiała zapłacić. Idą coś zjeść, Nina tłumaczy Jose, że musi usunąć dziecko, bo nie ma innego wyjścia. A on proponuje, by pojechała z nim na plażę. W drodze pyta dziewczynę, czy nie wolałaby oddać dziecka do adopcji. - Mam nosić w sobie żywą istotę, potem urodzić ją i oddać? – pyta w odpowiedzi Nina mając oczy pełne łez. – To musi być potwornie bolesne. Poza tym, skąd mam mieć pewność, że trafi do dobrych ludzi?

Przy plaży stoi dom rodziców Jose. Oboje zostają w nim na kolacji. Nina odkrywa w domu wiele zdjęć przyjaciela z pracy, na których ten ma na sobie strój piłkarza. Ogląda puchary, dyplomy, czyta oprawione w ramki wycinki z gazet mówiące o tym, że Jose jest świetnie zapowiadającym się futbolistą. Gdy pyta go, dlaczego nigdy nie mówił o swojej sportowej pasji, kucharz prowadzi dziewczynę do garażu, w którym stoi stary, zakurzony ford z lat pięćdziesiątych. Niegdyś ukochana ,,maskotka” Jose. Wsiadają do niego, ale nigdzie nie jadą. – Przywiozłem cię tu po to, by ci go pokazać – wyjaśnia i zaczyna opowiadać, jak pewnego dnia podpisał lukratywny kontrakt. Jechał ze swoim menadżerem tym właśnie autem i obaj snuli cudowne wizje ich przyszłości. Rozmawiał z nim i zamiast patrzeć na drogę, patrzył na rozmówcę. Nagle w coś uderzył. Pod kołami leżała mała, zbroczona krwią dziewczynka. Zginęła na miejscu. Kariera piłkarska Jose runęła jak domek z kart. Runęło wszystko. Został skazany na cztery lata więzienia za nieumyślne zabójstwo. Następnego dnia Nina pyta Jose, czy pójdzie z nią do kliniki aborcyjnej w dniu, w którym wyznaczono jej zabieg. Jose zgadza się. Kiedy ona wchodzi do gabinetu, on siedzi w poczekalni przesuwając w palcach paciorki różańca. Dziecko Niny zostaje ocalone. Rodzi się dziewczynka, a Jose adoptuje ją i nadaje jej imię Bella.

Niskobudżetowa, zrealizowana zaledwie w ciągu trzech tygodni „Bella”, wyprodukowana przez małą wytwórnię o zdumiewającej nazwie „Metanoia” (greckie słowo oznaczające „nawrócenie” – przyp. autorki) otrzymała nagrodę publiczności na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto i cieszyła się ogromną popularnością w Stanach Zjednoczonych. - Chciałem napisać love story, która nie jest tylko opowieścią o romansie pomiędzy mężczyzną i kobietą, ale także o tym, jak cierpienie może stać się początkiem odkupienia. Chciałem zrobić film, który pokazuje, że zawsze możliwy jest wybór nieprowadzący do moralnego upadku. Ten film oddaje hołd życiu, rodzinie, przebaczeniu – wyjaśniał cierpliwie Alejandro Monteverde dziennikarzom, którzy nieustannie prosili go o wywiady. To on, razem z Eduardo i garstką przyjaciół założył wytwórnię filmową „Metanoia Films”, małą wytwórnię z wielką misją. A misją tą jest realizowanie filmów promujących chrześcijańskie wartości, jak miłość, dobroć, mądrość, przebaczenie, czy pomoc najbardziej potrzebującym. – Żadnych zdrad, żadnej rozwiązłości, żadnego wyuzdania, żadnej krwi, kulających się ściętych głów, masakr, strzelanin i tym podobnych historii – uściślał w wywiadach Eduardo.

Jeszcze trzy lata wcześniej, zabójczo przystojny Verástegui żył tak, jak gdyby Boga nie było. Był twarzą kampanii Calvina Kleina i Versace, ulubieńcem Jennifer Lopez, która nie tylko zaangażowała go do jednego ze swych najbardziej przebojowych teledysków, ale także do reklamowania jej perfum. Grał w kultowych, amerykańskich serialach, był maskotką Hollywood, miał sławę, pieniądze, kobiety i nieznośne, natrętne poczucie, że jego życie jest bezbrzeżnie puste. [CDN]


Źródło: Opiekun

Komentarze (0) Dodaj komentarz

Dodanie komentarza wymaga rejestracji w serwisie.