Chmura tagów
"Ósemka"  "Salwator"  "Wybrałam życie"  aborcja  Abp Antoni Baraniak  abstynencja  aktorstwo  Al-Anon  alkohol  alkoholizm  Benedykt XVI  bł. Dominik Spadafora  bł. ks. Jerzy Popiełuszko  Bp Marek Solarczyk  bp Marian Rojek  Brygida Grysiak  charyzmat  cierpienie  co wybrać?  czego szukać?  Droga Neokatechumenalna  duszpasterstwo powołań  dzieci  Dzieło Duchowej Adopcji Kapłanów  edukacja  Edyta Stein  Eleni  formacja  grzech  homoseksualizm  Instytut Prymasa Wyszyńskiego  instytuty świeckie  jak znaleźć?  Jan Paweł II  Kard. Stefan Wyszyński  Karmel  Katarzyna Łaniewska  komunikacja  Ks. Jerzy Popiełuszko  listy o powołaniu  macierzyństwo  Małżeństwa niesakramentalne  małżeństwo  Maria Okońska  Maryja  media  metanoia  Michał Lorenc  miłosierdzie  ministranci  modlitwa  muzyka  narkomania  narkotyki  niesakramentalni  nowe wspólnoty  o. Piotr Jordan Śliwiński OFMCap.  o. Wojciech Jędrzejewski OP  obrona życia  ojcostwo  papież Franciszek  pijarzy  pokuta  powołanie  prostytucja  przebaczenie  przednowicjat  Rekolekcje ignacjańskie  rodzice  rodzicielstwo  rodzina  Rok Wiary  Ruch Światło-Życie  salezjanin  Sandra Kwiecień  sponsoring  spowiedź  szkoła  św. Benedykt z Nursji  Św. Józef Kalasancjusz  Św. Rita  świadectwa  świadectwo  teatr  temat maja - macierzyństwo  Teresa Benedykta od Krzyża  uzależnienia  wdowy konsekrowane  wesele bezalkoholwe  Wesle Wesel  wolontariat  Zakon Szkół Pobożnych
Wierzę w życie, które nie kończy się tutaj - 31.10.2013
Zamyślenia na Rok Wiary
Wierzę w Kościół, który Jezus posyła do świata 31.07.2013
Zamyślenia na Rok Wiary

Masz problem? Chcesz rozwiać wątpliwości? Nurtują Cię jakieś pytania? Napisz do nas:

Powołaniowcy:
Monika Duc SP
Piotr Recki SP
Tomasz Abramowicz SP
Home» Co wybrać?» Kapłaństwo» Kapłańska codzienność» Wypływać na głębię

Kwartalnik eSPe

Wypływać na głębię

Od lewej - Dominik, Michał, Radosław i Andrzej - fot. Archiwum Zakonu Pijarów Od lewej - Dominik, Michał, Radosław i Andrzej - fot. Archiwum Zakonu Pijarów

O wypływaniu na ocean czystości, o sztormach na morzach seksualności i portach schronienia z Dominikiem, Radosławem, Michałem i Andrzejem, klerykami V roku pijarskiego seminarium rozmawia Przemysław Radzyński.

 

Czym jest seksualność? Jak ją rozumiecie?

Dominik: Seksualność to dar. Bardzo trudny, ale też i piękny. Niesłusznie spotykamy się często z podejściem do seksualności jako zła zakazanego. Obraz seksualności bardzo mocno wypaczają media.

Gdy patrzymy na nasze zakonne przeżywanie czystości, to odkrywamy, że seksualność dotyczy nie tylko ciała, czyli wymiaru fizycznego, ale przede wszystkim duchowego i psychicznego. Opiera się też na różnicach między kobietą a mężczyzną, między ich myśleniem, czuciem, życiem. Dzięki tym różnicom daru płciowości istnieje wzajemne oddziaływanie, dopełnianie się a także poznawanie siebie i świata w inny sposób.

Mężczyźni patrzą na świat bardziej rozumowo, kobiety – sercem. Mężczyźni mają większą potrzebę kierowania, przewodzenia, bycia tymi, którzy są oparciem. Natomiast kobiety szukają poczucia bezpieczeństwa, potrzebują być dostrzeżone. Mężczyźni wolą konkretny sposób rozwiązywania problemu, natomiast kobiety preferują bycie wysłuchaną. Ze względu na te różne spojrzenia, seksualność jest trudnym zadaniem.

Ten Boży dar nazywam często „energią atomową”, która może służyć do bardzo dobrych rzeczy, ale też do destrukcyjnych.

 

Jak można tę energię dobrze spożytkować?

Dominik: Akt seksualny wyraża przede wszystkim miłość Chrystusa do Kościoła. Po ludzku, może to być trudne do zrozumienia. Ale kiedy zaangażuje się w niego wszystkie sfery: duchową, psychiczną i fizyczną, wówczas dopiero w pełni rozumiemy jego sens i jest on dobrze przeżywany. Natomiast, kiedy go spłycamy tylko do doznań czy przyjemności, to mamy tylko fragment – patrzenie na ciało. Brakuje odniesienia duchowego, pragnienia dobra dla drugiej osoby. Bo celem seksualności jest po prostu miłość, czyli pragnienie dobra drugiego człowieka.

Michał: Seksualność jest pewną tożsamością, którą uzyskujemy przez świadomość swojej płci – słowo „seksualność” pochodzi od angielskiego „sex” – „płeć”. Jeżeli uświadamiam sobie własną tożsamość, to wiem, w jaki sposób mam wchodzić w relacje z ludźmi. Jestem pewny osobowości, która się buduje na tej bazie. Dzisiejsza kultura próbuje to zachwiać i sprawę płci pozostawia własnemu wyborowi.

Andrzej: Kiedy myślę o seksualności i realizowaniu jej przez mężczyzn, przychodzi mi na myśl ojcostwo. My jako zakonnicy, jako klerycy też z tego nie rezygnujemy. Realizujemy ojcostwo nie w wymiarze biologicznym, ale religijnym. Dzięki temu, że decydujemy się w naszym życiu pójść za Jezusem i za Jego przykładem, stajemy się ojcami dla wielu innych ludzi.

Radosław: Przez trzy lata studiowałem w Rzymie. Jeździłem co tydzień do domu dziecka, prowadzonego przez siostry kalasantynki. One bardzo mocno naciskały na obecność kleryków, mężczyzn w tym gronie, gdyż dzieci przez całe 24 godziny obracały się w towarzystwie sióstr i wychowawczyń. Patrząc na te dzieci widziałem ich wielką potrzebę mojej obecności czy innego faceta. To było bardzo wartościowe dla formowania seksualności tych dzieci.

W naszym życiu musimy najpierw odkryć i zaakceptować seksualność. Po profesji zakonnej wcale nie stajemy się aseksualni i ten dar Pana Boga mamy nadal wykorzystywać. Dlatego, jeżeli sprowadzimy seksualność tylko do aktów płciowych, to rzeczywiście moglibyśmy powiedzieć, że przestaje ona nas dotyczyć, ale to nieprawda.

 

Jak odkryć swoją seksualność?

Radosław: Najwłaściwszym do tego miejscem jest środowisko rodzinne. Życzeniem każdego byłaby właściwa postawa ojca i matki. Wiemy, że nie zawsze to jest możliwe. Bez tej bliskości rodziców będzie to pewnie trudniejsze, bo dziecko potrzebuje ich obydwojga. Przyglądając się im, widzi różnice (oby były klarowne) i zaczyna siebie postrzegać jako kobietę albo mężczyznę.

Andrzej: Myślę, że właściwiej byłoby mówić o umacnianiu się we własnej seksualności, niż o jej odkrywaniu. Rodzimy się albo jako mężczyzna, albo jako kobieta. Pod względem anatomicznym, biologicznym nie ma tu żadnych wątpliwości – chociażby procentowy udział tkanki tłuszczowej jest większy u kobiet, niż u mężczyzn, gdzie przeważa tkanka mięśniowa. Dziecko po narodzeniu instynktownie wyczuwa tę „miękkość” matki, jej wrażliwość, delikatność i czuje się bezpieczne. Jest to bardzo ważne z biologicznego punktu widzenia. Istotne jest to, żebyśmy realizowali swoje powołanie w oparciu o tę seksualność, czyli bycie ojcem lub matką, także pod względem duchowym.

Dominik: Najlepszym środowiskiem do poznawania seksualności jest rodzina, ale wiemy, że w domu bardzo trudno rozmawiać na te tematy i dlatego, jako wychowawcy, powinniśmy spróbować wyprzedzić te wszystkie dzieci i młodzież, które informują swoich rówieśników o seksualności w często prymitywny czy wulgarny sposób. Istnieją chociażby chrześcijańskie książki, które podnoszą te tematy. Sam w młodości otrzymałem od rodziców książkę. „Seks i moje nowe ja”. Bardzo dobrze wyjaśniała wiele problemów. Z tej książki często korzystałem na katechezie.

 

Jak już odkryjemy seksualność, to jak ją przeżywać?

Michał: Radośnie! Natomiast czymś innym jest manifestowanie jej na zewnątrz. Żeby to dobrze robić, muszę wiedzieć, kim jestem, jakie jest moje przeznaczenie jako człowieka, w jakim zachowaniu najpełniej rozwinie się moje człowieczeństwo. W każdym wypadku ważny będzie szacunek dla własnego i czyjegoś ciała.

Andrzej: Zdefiniowaliśmy seksualność jako dar, ale nie możemy zapominać o zadaniu. Jednym z nich jest radosne życie. W przygotowaniu do dojrzałego przeżywania swojej seksualności, ważne są dwa czynniki – ludzki i duchowy. Od strony ludzkiej trzeba poznać siebie, swoje pragnienia, potrzeby, zrozumieć świat wartości, którymi się kieruję. Natomiast z drugiej strony trzeba przyjąć dar od Pana Boga, być wdzięcznym za to, że jestem mężczyzną; starać się odkryć plan, który Bóg ma wobec mnie, dając mi taką a nie inną seksualność.

 

Jak mężczyzna powinien realizować swoją seksualność?

Andrzej: Zwróciłem już uwagę na wymiar ojcostwa. To jest klucz do rozumienia mężczyzny. On dba o bezpieczeństwo, o byt dla swojej rodziny. Staje się ojcem i podporą dla swojej żony, dla swoich dzieci.

 

Rozumiem, że potrzebę bycia ojcem trzeba odkryć, realizować niezależnie od tego, jaką funkcję w życiu się spełnia? Zarówno mąż, jak i zakonnik, kapłan czy singiel – każdy z nich ma być w jakiś sposób ojcem?

Dominik: Tak. Często mówi się, że do zakonu najczęściej idą osoby, które prawdopodobnie byłyby też dobrymi ojcami, założyłyby rodzinę. To że do nas zakonników zwraca się właśnie per „ojciec”, ma jakiś głębszy sens i wymiar. Przede wszystkim chodzi tutaj o ojcostwo duchowe, o prowadzenie człowieka do zbawienia. Ale także o ojcostwo emocjonalne, czyli obecność, bycie przy drugim człowieku, przy tym dziecku, które bardzo potrzebuje ojca.

Radosław: Trzeba unikać skrajności. To, co powinno charakteryzować mężczyznę, to wrażliwość, ale nie delikatność. Więc z jednej strony nie możemy powiedzieć, że kobieta ma być czuła i wrażliwa, a mężczyzna ma taki nie być.

 

Jak przeżywa się swoją seksualność z perspektywy życia w seminarium, przygotowywania się do kapłaństwa?

Andrzej: My jako klerycy, zakonnicy zdecydowaliśmy się pójść za Jezusem. I w tym naszym wyborze postanowiliśmy naśladować Chrystusa czystego, ubogiego, posłusznego. A w naszym pijarskim zakonie jeszcze jako ci, którzy szczególnie chcą się poświęcić wychowaniu i kształceniu dzieci i młodzieży. Nieodłącznie z zakonnym życiem związana jest rada ewangeliczna czystości. Nasza sytuacja po przyjściu z domów rodzinnych do seminarium dużo się nie zmieniła, bo tam żyliśmy w samotności i związanej z tym czystości. W swoim przypadku dostrzegam różnicę, gdy widzę, że moi rówieśnicy wchodzą w związki małżeńskie, z których rodzą się dzieci. Wtedy bardziej uświadamiam sobie rezygnację z założenia własnej rodziny. To wymaga szczególnego przygotowania i nauczenia się zaspakajania pragnień i potrzeb w inny sposób – zgodny z naszym powołaniem. Zdecydowaliśmy się pójść za Jezusem i przyjąć Jego sposób życia. On jest dla nas kimś wiarygodnym, wiemy, że nie daje nam takich rzeczy, które byłyby niemożliwe do zrealizowania. Skoro sam zaproponował taki sposób życia, to wiemy, że jest on możliwy.

 

Czym różni się ta czystość, którą realizowaliście w domu, wynikająca z szóstego przykazania, od tej, którą ślubujecie w zakonie?

Michał: Użyję żeglarskiego porównania, bo mam takie hobby. Czystość jest wypłynięciem na szersze wody. Szóste przykazanie sformułowane jest w sposób negatywny: „Nie cudzołóż”. Dla większości ludzi jest pewnym zakazem, ograniczeniem wolności. Ja zaczynałem swoją karierę żeglarską na wodach śródlądowych i wtedy szczytem moich marzeń było wypłynięcie na Mazury. Czystość jest dla pewnych ludzi, jest darem przyjmowanym w wolności. Chcąc zobaczyć coś dalej, musimy wypłynąć na głębszą wodę. Mazury są piękne, ale morze ma też swój urok, jest po prostu inne.

 

Na Bałtyku są z pewnością też większe fale niż nawet na największych mazurskich jeziorach.

Michał: Dobry żeglarz potrafi przewidzieć, co się będzie działo na niebie i na wodzie. Zna porty schronienia. Staramy się być świadomi tego, co może nas spotkać.

Andrzej: Do tego przygotowuje nas formacja. Czystość rozumiemy bardzo szeroko, jako służenie Jezusowi niepodzielnym sercem. W tym sercu nie ma być miłości wyłącznie do jednej osoby, kasy czy innych rzeczy, które mogą nas zniewolić. Ma to być miłość do Boga. W tej czystości zawiera się też seksualność – decydujemy się całkowicie poświęcić swoje życie Jezusowi.

Dominik: Powiedzieliśmy, że poniekąd my narażamy się w jakiś sposób, ale z drugiej strony mamy też większe możliwości realizacji czystości, ponieważ jest więcej środków umożliwiających nam głębsze wejście w nią. Michał użył porównania do głębokiej wody. Dzięki temu nasz statek może być też większy. Dla mnie osobiście czystość jest sposobem przeżywania codziennej rzeczywistości. Wszystko staram się widzieć przez pryzmat Chrystusa. Nasze Konstytucje mówią także o patrzeniu na Maryję, która jest źródłem czystości. Jako pokorna, bardzo skromna osoba pokazuje, jak dzisiaj przeżywać czystość.

Michał: Kiedy wydostaniemy się Odrą przez Zalew Szczeciński i wypłyniemy ze Świnoujścia, jesteśmy na szerokich wodach i mamy obrany port docelowy. Tym naszym celem powinien być Pan Bóg. Ale my czasami obieramy port, którego On dla nas nie chce. Takim niebezpieczeństwem w naszym życiu wydaje mi się, tworzenie enklaw dla samych siebie. Będąc singlem czy zapewniając sobie bezpieczeństwo w zakonie, mogę źle wykorzystywać swoją wolność. Żeby tak się nie działo, trzeba codziennie pytać się, na modlitwie, po co ja zdobyłem wolność, jak mam ją spożytkować – a idąc dalej – kim jestem? I po co jestem?

Radosław: Żeglarz przygotowuje się do burz i sztormów, ale nauczy się sobie z nimi radzić, gdy ich rzeczywiście doświadczy. W naszym życiu, oprócz pomocy Pana Boga w przeżywaniu czystości, trzeba sobie jasno uświadomić pewną stratę. Mam na myśli samotność, którą należy odróżnić od osamotnienia. Teraz, w seminarium, jeszcze do końca nie wiem czym ona jest, jakoś się do niej przygotowuję, ale w pełni będę ją przeżywał, kiedy instynkty ojcowskie się rozbudzą, gdy pojawią się inne pragnienia.

Dominik: Czystość nie jest tylko dla wybranych – to głębszy, pozytywny sposób przeżywania szóstego przykazania dla wszystkich ludzi, tylko na różnych poziomach. To sposób odkrycia seksualności jako daru, a nie jako pewnego trudu czy czegoś, czego mam się bać, od czego uciekać.

Andrzej: Seminarium to nie tylko czas formacji teoretycznej – my już tutaj żyjemy radami ewangelicznymi, jako czyści, ubodzy i posłuszni. Doświadczamy w tym czasie różnych pokus, ale one mają pomagać nam stawać się coraz bardziej dojrzałymi do definitywnej decyzji, którą potwierdzimy ślubami uroczystymi.

 

Jak młodzi ludzie mają przeżywać swoją seksualność? Jak to się robi w seminarium?

Michał: Myślę, że trzeba patrzeć szeroko na ten problem. Bo często walczy się bardzo selektywnie o swoją czystość – np. próbuje się nie popełniać samogwałtu, albo nie pójść do łóżka z przypadkowo spotkaną osobą. Czystość powinna być przeżywana radośnie, a to powinno się przekładać na relacje z innymi ludźmi. Ksiądz Pawlukiewicz mówił, że osoby, które przeżywają trudności w tej sferze są często zamknięte, ponure. Życie w sposób nieczysty mocno zaniża poczucie własnej wartości i negatywnie wpływa na relacje z innymi ludźmi. Dlatego musimy dbać o kształt naszych międzyludzkich kontaktów. Wprawdzie osamotnienie też jest potrzebne, choćby po to, żeby dokonać jakiejś refleksji. Nie pomijałbym też ćwiczeń fizycznych, bo nadmiar energii w ciele trzeba jakoś rozładować. Chociaż nasze ciało jest tak skonstruowane, że organizm sam sobie radzi z napięciem seksualnym.

 

Mówiłeś o tym, że ważne jest wchodzenie w relacje. Jak to się dzieje w seminarium, które jest raczej czasem odosobnienia?

Michał: Nasze reguły i konstytucja mówią o tym, żeby czystość była ukierunkowana na dobre przeżywanie braterskiego życia. W relacjach z współbraćmi również odkrywamy samych siebie. Ale nie jesteśmy całkiem odcięci od świata – my z Andrzejem studiujemy także na świeckich uczelniach. Nota bene na moim roku jestem jedynym chłopakiem w grupie.

 

Wypłynąłeś na ocean?

Michał: Nie wiem czy to nie jest już przestrzeń kosmiczna (śmiech).

Dominik: Podkreśliłbym tu jeszcze dwie rzeczy. Po pierwsze nie demonizować sfery seksualności. Jest to dar Boga, a za dar trzeba być wdzięcznym. Wtedy też pojawia się radość i odpowiedzialność. Kolejna rzecz to miłość, którą obdarzamy drugą osobę. Seksualność jest otwarciem się na drugiego. My jako zakonnicy szczególnie zdecydowaliśmy się poświęcić wychowaniu i kształceniu dzieci i młodzieży. Także w czasie formacji seminaryjnej podejmujemy już różne apostolstwa – pracujemy w świetlicach, prowadzimy kółka gitarowe, schole i ministrantów. W tej działalności oddajemy się dzieciom. Czynimy z siebie dar dla innych.

Michał: Kultura, w której żyjemy nie sprzyja czystości, bo jest nastawiona na to, żeby jak najwięcej konsumować. Ja dość późno wstąpiłem do seminarium, miałem 32 lata. Długo żyłem w świecie i kiedy przyszedłem do zakonu miałem rzeczywiście mocne wrażenie wyrwania się z kultury konsumpcjonizmu. Nie pracowałem fizycznie, ale jako projektant w branży energetycznej. Co ciekawe, jadłem ze trzy razy więcej niż później w seminarium. Myślę, że ludzie współcześni potrzebują świadomości, że ilość energii w organizmie możemy regulować.

Dominik: Michał wspominał o sporcie, który pozbawia człowieka nadmiaru energii i pozwala mu się zrekreować. Rozszerzyłbym to na wszelką aktywność, zaangażowanie i twórczość, które pozwalają człowiekowi się rozwijać, a nie stać w miejscu. Po drugie, ważne jest nawiązywanie relacji i to nie tylko takich powierzchownych. Posiadanie przynajmniej jednego przyjaciela jest czymś bardzo ważnym. Jest wtedy ktoś, komu mogę powiedzieć o wielu sprawach. A często samo powiedzenie problemu powoduje, że on się zmniejsza, albo w ogóle przestaje istnieć. Jeszcze jedną ważną kwestią jest strach przed naszą seksualnością, boimy się myśli na ten temat. A przecież one sama nie są jeszcze grzechem. Dopiero podejmowanie ich, głębsze i dłuższe wchodzenie w nie staje się problemem moralnym. Większość młodych podchodzi do każdej myśli dotyczącej seksualności z wielką powagą. A wiemy, że mistrzem powagi jest Szatan. Tutaj ważne jest, żeby nawiązać do cnoty radości, czyli umieć uśmiechnąć się i zdystansować do tych myśli. Czasami trzeba też po prostu odpocząć, zostawić na chwilę jakiś problem. Brak snu jest jedną z podstawowych przyczyn napięć i problemów związanych z seksualnością. Sen pozbawia nas nadmiaru negatywnych emocji, stresu i rozgoryczeń.

Radosław: Nasz Święty Ojciec – Józef Kalasancjusz – przebywał w Walencji na studiach i tam poznał pewną kobietę. Nie znamy dokładnych szczegółów. Wiemy, że była dla niego pewną pokusą w sferze czystości. Jego działanie polegało na tym, że w pewnym momencie podjął decyzję o opuszczeniu Walencji. To jest ważna wskazówka dla nas. Z jednej strony potrzebna jest nam łaska Pana Boga, a z drugiej musimy mieć świadomość naszej słabości. Dobrze ukształtowane sumienie w pewnym momencie daje nam znak, że pojawia się niebezpieczna sytuacja. Jeżeli czystość jest dla mnie ważną wartością, to dla niej będę w stanie zrezygnować z czegoś innego. Mimo przyjemności płynących z seksu jestem w stanie podjąć konkretną decyzję i zrezygnować z nich dla Pana Boga.

Dominik: Radek zwrócił uwagę na bardzo ważną rzecz – konieczność zrozumienia własnej słabości. Bo często przeżywamy swoje upadki z wielkim poczuciem winy, potępiamy się, ale równocześnie nie potrafimy przyznać się do błędu i spróbować iść dalej z pomocą Ducha Świętego. Narastające poczucie winy powoduje jeszcze większe napięcia. To błędne koło może przerwać otwarcie się na łaskę i pokorne przyjęcie swojej słabości.

Radosław: Konkretna rada – nie dyskutujemy ze złem. Nie sprawdzamy swoich sił w walce ze Złym. Nie chcę pokazywać nikomu jaki jestem silny, po prostu rezygnuję.

Michał: Kultura, w której żyjemy bombarduje nas seksualnością. Dojrzałość polega również na filtrowaniu informacji, które do nas docierają. Dlatego istotne jest podjęcie decyzji względem samego siebie, postawienie sobie pewnych granic. Trudno sobie wyobrazić, że formator mówi do mnie, trzydziestoparoletniego kleryka, żebym nie oglądał telewizji po godzinie dwudziestej drugiej. Ale sam muszę sobie odpowiedzieć, czy to mi służy. Pornografia to równia pochyła dla naszego człowieczeństwa, dla budowania stabilnych związków. Więc jeżeli wystawiam się na takie pokusy, to nie walczę o czystość.

Andrzej: Dla nas chrześcijan bardzo ważna jest tutaj pokora. W naszych Konstytucjach czytamy: „nie ufając zbytnio we własne siły, całkowicie powierzamy się opiece Panu Bogu, Jemu wierząc, że On nam da siłę”. Ta świadomość bardzo pomaga przeżywać seksualność. Wiemy, że mamy po swojej stronie Boga, ale oczywiście robimy też wszystko, co jest możliwe z naszej strony.

Rozmawiał Przemysław Radzyński


Źródło: Kwartalnik eSPe 101

Komentarze (0) Dodaj komentarz

Dodanie komentarza wymaga rejestracji w serwisie.