Chmura tagów
"Ósemka"  "Salwator"  "Wybrałam życie"  aborcja  Abp Antoni Baraniak  abstynencja  aktorstwo  Al-Anon  alkohol  alkoholizm  Benedykt XVI  bł. Dominik Spadafora  bł. ks. Jerzy Popiełuszko  Bp Marek Solarczyk  bp Marian Rojek  Brygida Grysiak  charyzmat  cierpienie  co wybrać?  czego szukać?  Droga Neokatechumenalna  duszpasterstwo powołań  dzieci  Dzieło Duchowej Adopcji Kapłanów  edukacja  Edyta Stein  Eleni  formacja  grzech  homoseksualizm  Instytut Prymasa Wyszyńskiego  instytuty świeckie  jak znaleźć?  Jan Paweł II  Kard. Stefan Wyszyński  Karmel  Katarzyna Łaniewska  komunikacja  Ks. Jerzy Popiełuszko  listy o powołaniu  macierzyństwo  Małżeństwa niesakramentalne  małżeństwo  Maria Okońska  Maryja  media  metanoia  Michał Lorenc  miłosierdzie  ministranci  modlitwa  muzyka  narkomania  narkotyki  niesakramentalni  nowe wspólnoty  o. Piotr Jordan Śliwiński OFMCap.  o. Wojciech Jędrzejewski OP  obrona życia  ojcostwo  papież Franciszek  pijarzy  pokuta  powołanie  prostytucja  przebaczenie  przednowicjat  Rekolekcje ignacjańskie  rodzice  rodzicielstwo  rodzina  Rok Wiary  Ruch Światło-Życie  salezjanin  Sandra Kwiecień  sponsoring  spowiedź  szkoła  św. Benedykt z Nursji  Św. Józef Kalasancjusz  Św. Rita  świadectwa  świadectwo  teatr  temat maja - macierzyństwo  Teresa Benedykta od Krzyża  uzależnienia  wdowy konsekrowane  wesele bezalkoholwe  Wesle Wesel  wolontariat  Zakon Szkół Pobożnych
Wierzę w życie, które nie kończy się tutaj - 31.10.2013
Zamyślenia na Rok Wiary
Wierzę w Kościół, który Jezus posyła do świata 31.07.2013
Zamyślenia na Rok Wiary

Masz problem? Chcesz rozwiać wątpliwości? Nurtują Cię jakieś pytania? Napisz do nas:

Powołaniowcy:
Monika Duc SP
Piotr Recki SP
Tomasz Abramowicz SP
Home» Co wybrać?» Małżeństwo» Narzeczeństwo» Wspólne zamieszkiwanie narzeczonych przed ślubem

HomoDei

Wspólne zamieszkiwanie narzeczonych przed ślubem

Narzeczeni - fot. brett.wagner - flickr.com Narzeczeni - fot. brett.wagner - flickr.com

Podczas kolędy coraz częściej, niestety, spotykam się z narzeczonymi mieszkającymi pod jednym dachem. Mam wtedy zawsze rozterki, jak na to zareagować. Pominąć milczeniem, udając, że nie widzę problemu? Czy też upominać ich, wiedząc z góry, że i tak to nic nie da, i psując atmosferę kolędy? Z takimi pytaniami spotykam się też czasem ze strony rodziców; chodzi oczywiście o tych, którzy tego nie akceptują, bo coraz więcej akceptuje. Niektórzy stawiają sprawę radykalnie, pytając, czy mogą młodym wprost zabronić, jako właściciele domu, mieszkania razem bez ślubu? Czy takie radykalne rozwiązanie byłoby dobre? I jak mówić o tych sprawach na ambonie czy podczas przygotowania przedmałżeńskiego?

Wprowadzenie

Istotnie, wiele par decyduje się na wspólne zamieszkanie bez ślubu. Są to zarówno takie pary, które podjęły decyzję o ślubie, a nawet mają już wyznaczoną jego datę, jak i takie, które w ogóle nie zamierzają się pobrać.Często współżycie przed ślubem traktuje się jako coś oczywistego, normalnego czy wręcz nowoczesnego. W prawie każdej gazecie młodzieżowej, w telewizji i książkach „o seksie” można wyczytać o konieczności „sprawdzenia się” przed podjęciem ostatecznej decyzji o małżeństwie. Zewsząd się słyszy: „Wszyscy to robią, dlaczego ty nie?”. A wszystko ma usprawiedliwiać miłość, która połączyła dwoje ludzi. Ona właśnie, w ich mniemaniu, daje im prawo do współżycia seksualnego i do wspólnego zamieszkania przed ślubem.

Tymczasem trzeba wyraźnie podkreślić, że to właśnie gotowość do zawarcia małżeństwa i oczekiwanie na ten moment jest sprawdzianem prawdziwej miłości. Wyobraźmy sobie sytuację narzeczonych, którzy w miarę poznawania siebie, oczarowani gorącym uczuciem, prześcigają się w deklaracjach, które bardziej kocha. W końcu chłopak wyznaje: „Gotów jestem wezwać Pana Boga na świadka i uroczyście w kościele oświadczyć, że moja miłość do ciebie, moje życie z tobą w małżeństwie będzie także na uwielbienie Pana Boga. Przed Bogiem i w obliczu wszystkich zgromadzonych w kościele oświadczę, że będę z tobą w doli i niedoli aż do końca życia”. Czy może być piękniejsze wyznanie miłości? Ale może być i takie wyznanie: „Kocham cię i będę z tobą, dopóki będzie nam razem dobrze. Gdy coś będzie nie tak, to się po prostu «kulturalnie» rozstaniemy”. Czy to można rzeczywiście uznać za wyznanie miłości?...

Bywa jednak i tak, że na wspólne mieszkanie i życie decydują się młodzi ludzie, którzy nie biorą w ogóle pod uwagę zawarcia związku małżeńskiego. Zakochani, uważają, że najważniejsza jest ich miłość. Liczy się tylko ona, a wszelkie ceremonie uważają za zbędne. Towarzyszy temu przekonanie, że jeśli mają być razem, to nie ma znaczenia, czy będzie to usankcjonowane przez ślub przed Bogiem i ludźmi. Jako argument popierający to stanowisko przytaczają liczne (niestety) fakty rozwodów ludzi, którzy zawarli ślub kościelny czy cywilny. Często do tych argumentów dodają brak pieniędzy i czasu na bezzasadne (ich zdaniem) nauki i przygotowania. Nieraz na perswazje odpowiadają, że może kiedyś zmienią zdanie, ale teraz nie widzą takiej potrzeby.

Niewątpliwie w takich sytuacjach możemy mówić o pewnego rodzaju niedojrzałości młodych ludzi, o ich lęku przed odpowiedzialnością, a także o akceptacji wygodnictwa i postawy hedonistycznej. O tym wszystkim trzeba mówić. A zwłaszcza duszpasterze mają tutaj ważną rolę do spełnienia. Ważne jest, żeby mówić, ale nie mniej ważne jest, w jaki sposób mówić. Trzeba uwzględnić różne sytuacje i mentalność, w jakiej żyjemy, a także język, jakim mówimy, i warunki, w jakich żyją i wzrastają młodzi ludzie. Dobre przygotowanie duszpasterza jest tu niezwykle ważne.

Zamieszkiwanie narzeczonych przed ślubem – problem prawny i moralny

Małżeństwo jest jedynym związkiem umożliwiającym całkowite osobowe oddanie się sobie mężczyzny i kobiety - męża i żony. Przymierze miłości małżeńskiej to świadomy i wolny wybór, poprzez który mężczyzna i kobieta wchodzą w wewnętrzną wspólnotę życia i miłości, zamierzoną przez samego Boga, która jedynie w tym świetle objawia swoje prawdziwe znaczenie. Według prawa kanonicznego narzeczeni nie są małżeństwem. Małżeństwo jest bowiem „przymierzem, przez które mężczyzna i kobieta tworzą z sobą wspólnotę całego życia, skierowaną ze swej natury ku dobru małżonków oraz zrodzeniu i wychowaniu potomstwa; zostało ono między ochrzczonymi podniesione przez Chrystusa do godności sakramentu”[1]. Z tej racji u chrześcijan nie może istnieć ważna umowa małżeńska, która tym samym nie byłaby sakramentem.

A skoro narzeczeni nie są małżeństwem, nie mają prawa do życia na sposób małżeński ani do współżycia cielesnego. Narzeczeni często twierdzą, że miłość daje im prawo do współżycia. Trzeba tu zapytać, czy to jest naprawdę miłość. Przecież ten, kto kocha, pragnie przede wszystkim dobra ukochanej osoby. W wypadku współżycia przed ślubem mężczyzna najczęściej wcale nie myśli o kobiecie, ale o sobie, o zaspokojeniu swojego popędu seksualnego. Kobietę zaś stawia w sytuacji niepewności życiowej oraz konfliktu z Panem Bogiem.

Każde współżycie pozamałżeńskie jest poważnym złem moralnym, jest grzechem ciężkim. Ale jest ono złe nie dlatego, że Bóg czy Kościół go zakazał, jak myślą niektórzy. Jest odwrotnie: to Bóg go zakazał dlatego, że jest złe. Z moralnego punktu widzenia zjednoczenie cielesne między wolnym mężczyzną i wolną kobietą poza małżeństwem jest, jak mówi Katechizm Kościoła Katolickiego, nierządem [2]. Nierząd zaś jest poważnym wykroczeniem, gdyż powoduje zgorszenie. Gdy zatem narzeczeni zamieszkują wspólnie, żyjąc jak małżeństwo, mamy do czynienie z podwójnym grzechem - nierządem i zgorszeniem. Wspólne bowiem zamieszkiwanie jest okolicznością zewnętrzną, która stwarza niebezpieczeństwo grzechu. Gdy zaś istnieje duże prawdopodobieństwo, że nastąpi rzeczywiste popełnienie grzechu,mówimy wówczas o bliskiej okazji do grzechu. W przypadku wspólnego zamieszkania narzeczonych mamy do czynienia nie z przypadkowym zbiegiemokoliczności, ale ze świadomym i dobrowolnym wyborem sytuacji stwarzającej bliską okazję do grzechu.

W konsekwencji narzeczeni żyjący w bliskiej okazji do grzechu nie mogą otrzymać rozgrzeszenia ani tym samym przystępować do komunii świętej. Stawiają się w sytuacji konfliktu z Panem Bogiem i w takim stanie przygotowują się do „szczęśliwego” małżeństwa. KKKpoucza: „Narzeczeni są powołani do życia w czystości przez zachowanie wstrzemięźliwości. Poddani w ten sposób próbie, odkryją wzajemny szacunek, będą uczyć się wierności i nadziei na otrzymanie siebie nawzajem od Boga. Przejawy czułości właściwe miłości małżeńskiej powinni zachować na czas małżeństwa. Powinni pomagać sobie wzajemnie we wzrastaniu w czystości”[3].

Można zasadnie twierdzić, że tzw. seks przed ślubem wpływa negatywnie na to, co się będzie działo po ślubie (dowodzą tego niezbicie statystyki rozwodów). Uniemożliwia bowiem pełne poznanie drugiej osoby, jak i też przekonanie się o tym, czy jest się prawdziwie kochanym. A to właśnie jest zadanie narzeczonych przed ślubem: przekonać się, czy partner jest przez nas naprawdę kochany i czy on nas naprawdę kocha.

Prawdziwa miłość małżeńska polega na tym, że mąż kocha swoją żonę tak, jak ona chce być kochaną, a żona kocha swojego męża tak, jak on chce być kochanym. Istnieje bowiem zasadnicza różnica w przeżywaniu miłości przez mężczyznę i przez kobietę. Inne oczekiwania i pragnienia ma kobieta, gdy chodzi o przejawy miłości, a inne ma mężczyzna. I trzeba wyjść naprzeciw tym oczekiwaniom. Można powiedzieć, że inne jest serce mężczyzny, a inne jest serce kobiety. I właśnie te serca trzeba dopasować w okresie narzeczeństwa, a nie ciała, które w naturalny sposób do siebie pasują. A miłość, czułość można okazywać ukochanej osobie na wiele sposobów. Pasjonujące jest wzajemne odkrywanie się, poznawanie życia, zwyczajów, radości, zachowań, oczekiwań swojej przyszłej żony czy męża. Zatem nie współżycie przedślubne, ale poznanie różnic i przekonanie się o prawdziwości miłości powinno być zadaniem narzeczonych.

Innymi słowy, narzeczeni winni się nauczyć przed ślubem, jak być z sobą bez seksu. Po ślubie na tę naukę będzie za późno. Zwłaszcza narzeczona powinna wykorzystać szansę pokierowania zakochanym mężczyzną; szansę takiego wychowania go w narzeczeństwie, aby był dla niej dobrym mężem. Zakochany mężczyzna uczyni bowiem wszystko dla swojej ukochanej. Natomiast mąż przyzwyczajony, że żona ulegała mu przed ślubem, nie będzie się liczył z jej zdaniem, a ona, widząc, że jako żona nie jest szanowana, w krótkim czasie może stracić w ogóle ochotę na współżycie. Badania stwierdzają, że zdecydowana większość (!) kobiet w Polsce już po kilku, czasem kilkunastu latach małżeństwa zgadza się na współżycie tylko dlatego, że mężowi na tym zależy, a nie z wewnętrznej potrzeby [4].

Jaka powinna być postawa rodziców?

Rodzice najczęściej nie akceptują takiej sytuacji. Niekiedy jednak godzą się na nią, by nie stracić więzi ze swoimi dziećmi. Winni jednak w sposób jasny i zdecydowany wyrazić swoje stanowisko w tej sprawie. Ich postawa powinna być zgodna z przesłaniem Apokalipsy:Obyś był zimny albo gorący (Ap 3,15). Rodzicnie może być trochę na „tak” i trochę na „nie”. Rodzice nie powinni się godzić na to, by w ich obecności, w ich własnym domu syn czy córka zamieszkiwali z partnerem przed ślubem. Milczenie rodziców w tej kwestii byłoby współudziałem w grzechu cudzym.

Bez wątpienia, należy ze spokojem i miłością ukazywać synowi czy córce niewłaściwość takiego stylu życia, używając różnych argumentów.Można tłumaczyć dziecku, że dopóki nie mają ślubu, nie ma pewności, że ten człowiek, z którym mieszka i współżyje, zostanie jej mężem lub jego żoną. Córce trzeba uświadomić, że jeśli zostanie porzucona, to już nie będzie mogła ofiarować swojemu następnemu partnerowi daru dziewictwa. Nie będzie on już tym pierwszym, nie otrzyma tego wyjątkowego daru, który można dać tylko raz, i może kiedyś on wykorzysta to jako argument przeciw niej.

Należy wytłumaczyć dziecku, że nie wolno bawić się w małżeństwo, które sankcjonuje tylko ślub. Osoby, które zamieszkują razem i współżyją przed ślubem, uzurpują sobie prawo do tego, do czego mają prawo tylko małżonkowie.

Do młodych ludzi może przemówić informacja o zjawisku określanym jako prawo pierwszych połączeń. Prawo to mówi, że każde pierwsze doświadczenie w nowej dziedzinie staje się swoistym wzorcem do kolejnych doświadczeń na tym polu. Kolejne przeżycia są podświadomie porównywane z tym pierwszym i oceniane w odniesieniu do niego. Jeżeli zatem pierwsze współżycie odbyło się w lęku przed ciążą, opuszczeniem przez partnera i popełnieniem grzechu, to lęki te w większym lub mniejszym stopniu pozostaną w podświadomości do końca życia i będą przeszkadzać w budowie pięknej więzi seksualnej w małżeństwie. Mogą też one powodować trudności przy decydowaniu się na poczęcie dziecka, nieraz chorobliwą zazdrość i podejrzenia o zdrady, niezdolność do traktowania współżycia małżeńskiego jako świętego aktu podobającego się Stwórcy [5].

Silna więź psychiczna, jaka wytwarza się między ludźmi współżyjącymi po raz pierwszy, powoduje, że często patrzy się na swojego partnera jak przez różowe okulary. Najczęściej nie dostrzega się jego wad, toleruje się nie zawsze właściwe zachowania. Jednak najważniejsze jest to, że partnerzy nie skupiają się na wzajemnym poznaniu, ale na emocjach towarzyszących ich związkowi. Dzieje się tak dlatego, że ludzie zachłyśnięci cielesnością nie zwracają uwagi na rzeczy nieraz bardzo istotne, rzutujące na ich przyszłe życie. Bywa, że po jakimś czasie takie osoby się rozstają, bo się sobie po prostu znudziły – seks z tym samym partnerem często szybko przestaje być atrakcyjny. A na ogół rozstania osób, które wspólnie mieszkały przez jakiś czas i współżyły z sobą, są dramatyczne. Najczęściej u kobiet pozostaje poczucie wykorzystania, żalu i gniewu, uraz do mężczyzn, czasem bardzo trudny do usunięcia. Rozstania między ludźmi, którzy nie współżyli z sobą, też są bolesne, ale nie aż tak pełne negatywnych i silnych uczuć.

Do wielu młodych mogą trafić argumenty religijne. Życie w stanie grzechu – jakież to przygotowanie do sakramentu małżeństwa? Grzech to dobrowolne odejście od Boga. Św. siostra Faustyna powiedziała: „Co się rozpoczęło z Bogiem - Boże będzie, a co się rozpoczęło czysto po ludzku - ludzkie będzie”[6]. Trzeba im też uświadomić, że takim postępowaniem dają zgorszenie innym. W przypadku poczęcia dziecka przed ślubem, po latach, gdy w jego życiu nie wszystko będzie się układać, jak trzeba, rodzice będą mieli pretensję do siebie o taki stan rzeczy.

Na te argumenty zapewne wielu rodzicom trudno się będzie zdobyć, ale pozostaje zawsze jeden niezawodny środek pomocy synowi czy córce, a mianowicie modlitwa. Rodzice powinni się modlić za swoje dzieci w każdym ich wieku, ale szczególnie wtedy, gdy mają one podejmować ważne decyzje, aby ich myślenie, działanie, wartościowanie było według mądrości Bożej.

Bywają jednak i tacy rodzice, którzy nie widząnic złego we wspólnym zamieszkiwaniuswoich dzieci przed ślubem, zwłaszcza gdy sami żyją w związku niesakramentalnym albo w podobny sposób zaczynali własne małżeństwo. Tacy na pewno nie będą przekonywać swoich dzieci, że czynią źle. Przymykanie oczu na dziejące się zło, a nie daj Boże pochwalanie go, jest zarazem daleko idącym udziałem w grzechu cudzym, jak i formą zgorszenia. Jednak zawsze jest nadzieja na nawrócenie i przestrzeganie swojego dziecka, aby nie popełniało błędów, które (być może) popełnili jego rodzice.

Wspólne zamieszkanie narzeczonych przed ślubem, ale bez współżycia seksualnego

Zdarza się, iż narzeczeni mieszkają razem przed ślubem, ale zastrzegają się, iż nie współżyją z sobą. W ich mniemaniu miałoby to być możliwe do zaakceptowania przez Kościół. Należy jednak pamiętać, że istotę małżeństwa stanowi nie tylko współżycie seksualne małżonków, ale nade wszystko samo bycie z sobą jako mąż i żona. Współżycie seksualne to tylko jedna z form wyrazu miłości małżeńskiej. Samo zatem tłumaczenie, że „nie współżyjemy z sobą”, nie rozwiązuje problemu. Można bowiem żyć i w małżeństwie bez współżycia (tzw. białe małżeństwo), natomiast narzeczeni nie powinni żyć na sposób małżeński.Samo to, że czują się małżeństwem, jest już złe, bo nim nie są. To jakiś rodzaj kłamstwa. Życie małżeńskie to nie tylko seks. Życie małżeńskie jest dlamałżonków. Rozwiązanie jest proste:jeśli chcecie być z sobą, to siępobierzcie. Wtedy wszystko będzie naswoimmiejscu.

Należy też pamiętać o tym, że prawdziwa miłość to m.in. umiejętność czekania. Bycie razem może tylko utrudnić wzajemne poznanie. Dla swobodnego wyboru potrzebny jest bowiem dystans do ukochanej osoby, bez przyzwyczajenia do jej stałej obecności. Mieszkanie razem uniemożliwia ten dystans i zaciera granice między narzeczeństwem a małżeństwem. Każdy dzień takiej bliskości prowadzi do jeszcze większej zażyłości i intymności w kolejnym dniu. Ona i on zżywają się coraz bardziej z sobą i nawet nie zauważają, że z dnia na dzień przekraczają kolejne granice prywatności i pozwalają sobie na kolejne przejawy bycia coraz bliżej siebie. Wstępują na drogę, z której będzie bardzo trudno zawrócić nawet wtedy, gdy nabiorą wątpliwości, czy naprawdę są sobie przeznaczeni.

Wspólne mieszkanie narzeczonych z sobą, nawet bez podejmowania współżycia, jesttakże wystawianiem siebie na próbę wbrew prośbie:Nie wódź nas na pokuszenie (Mt 6,13), jest to bowiem narażanie się na bliską okazję do grzechu. A już samo świadome i dobrowolnenarażanie się na grzech jest grzechem. Zasada teologii moralnej jest następująca: „Nigdy nie wolno dobrowolnie i bez uzasadnionego etycznie powodu narażać się na bliską okazję do grzechu ani też w niej trwać” [7]. Doświadczenie uczy, że od świadomego narażania się na grzech do zgody nań już blisko. Kto szuka okazji, czyli naraża się na niebezpieczeństwo, ten w nie wpadnie. Księga Przysłów przestrzega: Czy schowa kto ogień w zanadrzu, by nie zajęła się suknia? Kto pójdzie po węglach ognistych, a stóp nie poparzy? (Prz 6,27–28).

Życie narzeczonych na sposób małżeński, które samo w sobie jest złe, jest ponadto dla innych powodem zgorszenia. Nawet gdyby narzeczenichodzili w koszulkach z napisem „Mieszkamy razem, ale bez seksu”, nie przekonałoby to pewnie nikogo, bo mieszkanie razem prędzej czy później kończy się życiem na styl małżeński. Załóżmy jednak, że narzeczeni są „święci” i zachowują całkowitą czystość. Ale czy wezmą odpowiedzialność za tych, którzy pójdą w ich ślady ze słowami: „Skoro tacy porządni zamieszkali razem, to my też możemy”? A powinni być na to gotowi...

Jaka powinna być postawa duszpasterza?

Co w takiej sytuacji ma czynić duszpasterz? Przede wszystkim powinien o tych sprawach mówić na ambonie, na katechezie, podczas spotkań z rodzicami i z młodzieżą, nawet choć wiadomo, żewytłumaczyć młodym te rzeczy jest bardzo trudno, gdyż w chwili gdy decydują się wspólnie zamieszkać, są tak sobą zauroczeni, że wszelkie napominanie brzmi jak bajka, która ich nie dotyczy. Nie wolno jednak na te tematy milczeć. Niestety, wierni potwierdzają, że zupełnie nie spotyka się homilii czy rekolekcji,w których poruszany by był temat wspólnego mieszkania przed ślubem. Dlaczego? Żeby się nie narazić, nie narobić sobie kłopotu? Bywa nawet, że znajomi duszpasterza żyją w ten sposób, a on, nie chcąc im sprawić przykrości, milczy na ten temat. Skąd wierni mają wiedzieć, że współżycie narzeczonych przed ślubem to nierząd, a wspólne zamieszkanie razem to zgorszenie i stałe życie w bliskiej okazji do grzechu, co uniemożliwia otrzymanie rozgrzeszenia? Zatem okres narzeczeństwa, zamiast być pięknym czasem radowania się wzajemną miłością i powierzaniem Bogu swojej przyszłości, staje się dla wielu narzeczonych stanem życia w grzechu i w oddaleniu od Boga.

Ważne jest, aby duszpasterz zwracał uwagę na ten religijny aspekt okresu narzeczeństwa. Jeśli narzeczony nakłania swoją ukochaną do życia w grzechu przed ślubem, to czy jest to wyraz prawdziwej miłości? Cóż to za miłość, która ukochaną osobę stawia w sytuacji konfliktu z Panem Bogiem? Warte jest zastanowienia, czy należy się wiązać z człowiekiem, który łamie zasady wiary, który z premedytacją odrzuca nawet jedno Boże przykazanie. Bo człowiek jest ułomny i słaby – jeśli zrywa związek z Bogiem, to tym bardziej może złamać każde przyrzeczenie, każdą przysięgę daną drugiemu człowiekowi.

Nie dziwi zatem fakt, że dla osób, które korzystają z przywilejów życia małżeńskiego przed ślubem, w dodatku mieszkając razem, zawarcie małżeństwa to tylko niczego nie zmieniające podpisanie „papierka”; tak, tu mają istotnie rację. Tymczasem zawarcie sakramentu małżeństwa winno być uwieńczeniem okresu przedślubnego, kiedy dwoje ludzi już wie, że się prawdziwie kochają, i są gotowi na realizację swojego powołania jako mąż i ojciec, żona i matka. Dzięki temu mogą sobie ślubować miłość, wierność i że się nigdy nie rozstaną.

Rola duszpasterza nie powinna się ograniczać wyłącznie do aspektu mówienia o grzechu. Dobrze by było, gdyby w omawianiu takich przypadków poruszać problem statusu prawnego takich osób, a zwłaszcza kwestię sytuacji dziecka (a jeszcze wcześniej gotowości bądź niegotowości na jego przyjęcie). Wyjdzie wtedy na jaw, że jedyny (!) niezaprzeczalny plus życia w takim wolnym związku to łatwość rozstania bez zobowiązań. Jednak konsekwencje takiego rozstania bywają częstokroć tragiczne co najmniej dla dziecka. Czy rzeczywiście tego chcą, czy po to właśnie zamieszkali razem? Czy dopuszczanie takiej możliwości (a przecież dopuszczają, skoro żyją bez ślubu!) można pogodzić z miłością, na którą się powołują?...


[1] KPK kan. 1055 § 1; por. FC 68.
[2] Por. KKK 2353.
[3] KKK 2350.
[4] Por. J. Pulikowski, Razem czy osobno?, Częstochowa 2012, s. 65.
[5] Por. tamże, s. 36.
[6] Siostra Faustyna Kowalska, Dzienniczek, nr 938.
[7] Por. A. Kokoszka, Teologia moralna fundamentalna, Tarnów 1992, s. 152.


Źródło: Homo Dei 4/2013

Komentarze (1) Dodaj komentarz

11 listopada 2013, godz: 12:50:33 ~Jan napisał(a):
Bardzo dobry artykuł.
Jednak nie podoba mi się tendencja autora do stawiania mężczyzny w roli tego złego. Czy współżycie zależy wyłącznie od mężczyzny, a kobieta to niemowa, która na wszystko się zgadza? Gdy współżyją przed ślubem, to jest to wina chłopaka, a dziewczynę zawsze usprawiedliwiamy dziesiątkami powodów typu: była słodka i naiwna, nie wiedziała co się dzieje, a gdy było po wszystkim postanowiła przyjąć postawę obronną i zrzucić winę na chłopaka, bo głupio było przyznać się do błędu?
Za bardzo skupiamy się na walce z problemami mężczyzn w sferze seksualnej, a nikt nie zwraca uwagi na wychowanie młodych dziewcząt i nastolatek. Zobaczcie jak one się ubierają i zachowują - nikt z tym nie walczy. Nic dziwnego, że później młodzi chłopcy głupieją.
Dodanie komentarza wymaga rejestracji w serwisie.