Co ja czytam?

Blog poświęcony książkom i czytaniu. Prezentujemy nowości wydawnicze. Recenzujemy - polecamy pozycje wartościowe, odradzamy te, które niewarte są uwagi. Publikujemy fragmenty książek i rozmowy na ich temat. Zapraszamy do konkursów, w których można wygrać ...książki.

Kalendarz wpisów
Grudzień 2018
P W Ś C P S N
  1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31  
Home» Nasi blogerzy» Co ja czytam?» Recenzje» Gdzie można dzisiaj świętych zobaczyć? - Gary Thomas "Święci... 21 października 2014

Gdzie można dzisiaj świętych zobaczyć? - Gary Thomas "Święci małżonkowie"

"Święte małżeństwo" "Święte małżeństwo"

Kilka słów bardziej lub mniej osobistych po lekturze książki Garego Thomasa Święci małżonkowie, wydawnictwa AETOS.

Na własne oczy

W roli dziennikarza i fotoreportera byłam ostatnio na kilku złotych i srebrnych jubileuszach. Tak praca. Za każdym razem wygląda to podobnie. Główne punkty takiej chwili to: odnowienie przysięgi małżeńskiej i wręczenie Medalu za Długoletnie Pożycie Małżeńskie. Medal przyznaje prezydent RP, a wręcza burmistrz. Dla tych ludzi to bardzo ważne. Widziałam prześlicznie ubrane, pomarszczone babcie, które ukradkiem ocierały łzy wzruszenia, i które zawsze – podobnie jak na ślubie – głośniej od mężczyzn wypowiadały słowa przysięgi. Widziałam też bardzo eleganckich, dystyngowanych panów, którym oczy szkliły się mocno (ale tylko tyle) i którzy, z jakąś niezwykłą czułością, trzymali owe babcie za rękę przez całą uroczystość. Było kilka jubileuszy, na których zupełnie nieprofesjonalnie się poryczałam.

Pozaginane rogi

Ad rem: te małżeństwa za każdym razem, lekko do znudzenia i zupełnie nie do ciekawego opisania, powtarzają to samo, że najważniejsze przez owe 50 lat były dla nich: Bóg, wzajemna miłość, szacunek i umiejętność przebaczania. I za każdym razem podczas tych uroczystości na myśl przychodzą mi bliscy, którzy już nigdy takiego medalu nie dostaną. A potem wracam do domu – za każdym razem z aparatem pełnym podobnych ujęć, z lekko rozmazanym makijażem, a mój równie lekko zirytowany eM (jak maż), pyta gdzie byłam tyle czasu. Nie do opowiedzenia. Ale odkąd na półce mam książkę Święte małżeństwo Gary Thomasa zaznaczam mojemu eM pewne fragmenty – zapisuję numer strony lub perfidnie zaginam rogi – no co, to w końcu nasza książka i próbuję opowiedzieć. Nagle ważne mi się wydaje nasze wspólne 50 lat później. Dlaczego nie zachęcam mojego eM do przeczytania całej książki? Bo choć Święte małżeństwo napisał mężczyzna (założyciel i dyrektor chrześcijańskiego stowarzyszenia, autor wielu książek poświęconych duchowości), to ja zupełnie nie wiem, jak musiałabym przekonać mojego eM i innych znajomych mi mężów, żeby przez nią przebrnęli. Ale po kolei.

Przy zimnej kawie

Są tu takie fragmenty, że kawa stygnie np. cały rozdział poświęcony rozwodom i separacji poparty niezwykłymi historiami ludzi, o których ba – nie tylko ten świecki, ale i katolicki świat, powiedziałby – naiwniacy. Są tu piękne strony o duchowości i o modlitwie, która w rodzinie naprawdę może przybierać formę zmieniania pieluch gdzieś między 3 a 5 nad ranem. I jest tu wiele banałów, które są ważne i dobrze, że są – ot choćby całych kilkanaście stron przyzwoicie napisanych o seksie, czy o różnicach wynikających z odmienności płci.

A i jest jeszcze kilka rzeczy, których uświadomienie sobie zatrzymuje nad ową wspomnianą już filiżanką zimnej kawy np. fakt, że statyczna para małżeńska komunikuje się ze sobą, w swoim wspólnym życiu, średnio 27 minut w tygodniu – przy czym najwięcej na trzeciej randce i w roku poprzedzającym rozwód. Albo inna ciekawostka: niektórzy eksperci sugerują, że pełne ukształtowanie się związku małżeńskiego zajmuje od dziewięciu do czternastu lat. Co w kontekście coraz większej liczby rozwodów tuż po pierwszym roku małżeństwa, też jakoś mocniej zastawia.

Święte małżeństwo to dobra i ważna książka, która w moim subiektywnym odczuciu ma kilka poważnych wad. Pierwsza to nagromadzenie cytatów. W gronie moich znajomych jest pewien człowiek – przedsiębiorca, szkoleniowiec (będzie dygresja). Pamiętam, jak pierwszy raz usłyszałam z jego ust zdanie: Mój mentor mówi... Pomyślałam wówczas: „co za amerykanizacja?!”. Potem, z czasem, nabrałam szacunku. Po pierwsze grono mentorów Piotra jest bardzo ograniczone, po drugie w świecie, w którym zanikają wszelkie autorytety, ktoś kto powołuje się na innych, ich zwyczajne życie, czyni z tego dobry przykład! Gary Thomas ma cały batalion mentorów – są to pisarze, poeci, naukowcy. I jest ich tylu, że w wielu momentach wygląda to mocno patchworkowo. Jedynie Biblia jest tu elementem stałym, choć i tak pewne cytaty wydają się mocno naciągane. To pierwszy zarzut, który naprawdę w mojej wyobraźni stworzył obraz jakiejś księgi złotych myśli, którą stworzył Thomas w swoim życiu, i którą teraz żongluje dowoli. To też powód, który mocno mógłby zniechęcić mojego eM – tempo opowieści przez to nieustanne przywoływanie czyichś słów jest tu mocno rozciągnięte.

Druga rzecz, bardzo podobna – mnogość historii – bohaterowie z literatury przeplatają się tu z postaciami historycznymi, znajomymi Thomasa lub właściwie nim samym. Może według Thomasa tak jest bardziej..., no umówmy się, że po prostu bardziej. Dla mnie to jeden, konkretny chaos, w którym w wielu momentach muszę wyłuskać ważne treści. Na końcu tej książki jest zeszyt ćwiczeń. To maniera wielu poczytnych autorów amerykańskich. Piękna idea. Jednak chyba tylko tyle. Choć tu mogę się mylić. [Ewelina Gładysz]


Gary Thomas, Święte małżeństwo, wydawnictwo Aetos, Wrocław 2014


 

Komentarze (0) Dodaj komentarz

Dodanie komentarza wymaga rejestracji w serwisie.