Przemysław Radzyński

Blog redaktora naczelnego

Kalendarz wpisów
Październik 2017
P W Ś C P S N
  1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31  
Home» Nasi blogerzy» Przemysław Radzyński» Wpisy» Nadszarpnięty autorytet popularnego kaznodziei? 14 stycznia 2015

Nadszarpnięty autorytet popularnego kaznodziei?

o. Adam Szustak - fot. YouTube.com o. Adam Szustak - fot. YouTube.com

Tydzień temu „Magazyn Dywiz” tekstem Jarosława Dudycza rozpoczął dyskusję na temat „metody głoszenia” przyjętej przez o. Adama Szustaka OP. Autor artykułu „Między teologią a psychologią – manowce ojca Szustaka” nazywa wyjaśnianie Pisma Świętego przez dominikanina „ujęciem psychoanalitycznym” i czyni kaznodziei z tego zarzut. Kolejni autorzy „Dywizu” bardziej wydają się polemizować z tezami (także raczej ogólnej natury teologicznej) Dudycza niż, jak zapowiada magazyn, „metodą” o. Szustaka. Ale lekturę polecam, bo tak czy inaczej jest wartościowa.

O „metodzie” o. Szustaka można (chyba bardziej merytorycznie) przeczytać m.in. we wcześniejszych wpisach Elżbiety Wiateri ks. Wojciecha Węgrzyniaka, którzy zwracają uwagę na niektóre interpretacyjne nadużycia dominikanina.

„Warto by się zastanowić, czy zadaniem nas wszystkich nie powinno być raczej naginanie życia i nauczania do Ewangelii, nie zaś odwrotnie” – wydaje się zarzucać o. Szustakowi na stronach „Dywizu” Jan Popieluch. Z kolei ks. Węgrzyniak zdaje się właśnie za to cenić podejście dominikanina do wyjaśniania Słowa Bożego: „To co Ojciec robi jest fenomenalne z punktu widzenia podejścia do Pisma. Szukanie paraleli i wchodzenie w język a przede wszystkim wiara, że ten tekst żyje i dzisiaj zawiera prawdę, która nas może wyzwolić jest rewelacyjne i wie dobrze Ojciec, że wielu biblistów nie ma tego daru, bo zatrzymuje się na literze a przecież bez Ducha Biblia jest tylko jakąś martwą książką”.

Ale zarówno ks. Wojciech Węgrzyniak, jak i Jan Popieluch zwracają uwagę na istotny fakt, którego nie można pominąć w dyskusji o „metodzie głoszenia” o. Szustaka.

Jan Popieluch: „Na kapłanach spoczywa olbrzymia odpowiedzialność związana z posiadanym przez nich autorytetem, a im bardziej charyzmatyczny człowiek, tym mocniej działają jego nauki. Rekolekcjoniści muszą więc nieustannie pamiętać o tym, żeby swoim nauczaniem wskazywać na Boga, nie zaś na siebie, a także nie zapominać o potężnym i nie zawsze uświadomionym wpływie, jaki autorytet wywiera na słuchaczy”.

Ks. Wojciech Węgrzyniak: „Sam Ojciec widzi, że potem słuchacze się burzą, że Biblia źle przetłumaczona, bo przecież wierzą nam. Nie będą sprawdzać. Dlatego trzeba chyba bardziej uważać, czyli być jeszcze bardziej pokornym wobec Słowa. Ono nie zawsze chce mówić to, co my byśmy chcieli. I to też jest oczyszczające”.

Zasygnalizowana przez obu autorów kwestia autorytetu wybija się na plan pierwszy w sprawie, która mocno wybrzmiała we wtorek, po tym, jak ks. Michał Olszewski SCJ skomentował nagranie „Przydrożnego kundla” [seria wideo-nagrań o. Szustaka – przyp. red.] zatytułowanego „Ten z Harrym Potterem”. O. Szustak wyjaśnia Słowo Boże przywołując scenę z powieści J.K. Rowling. „Tragedia” – zareagował ks. Olszewski i odwołał się do sytuacji egzorcyzmowania opętanej kobiety, której duchowe problemy były ewidentnie związane z lekturą „Harrego Pottera”. „Porównywanie historii zbawienia do Harrego jest niedopuszczalne i bardzo mi przykro, że robi to taki autorytet jak o. Adam, rozmywając rzeczywistość duchową. Proszę nie czytajcie i nie oglądajcie Harrego! Nie igrajcie ze złem…” – zaapelował ks. Olszewski.

O. Szustak był świadomy, że taki pomysł na komentowanie Słowa Bożego spotka się z falą krytyki, bo nagranie ma swoiste post scriptum, w którym dominikanin wydaje się bardzo pozytywnie recenzować – żeby nie powiedzieć reklamować – książkę J.K. Rowling. Burzliwa dyskusja na ten temat toczyła się od listopada [data publikacji w serwisie YouTube.com – przyp. red.] bezpośrednio pod filmem a wczoraj także pod wpisem ks. Olszewskiego na Facebooku a także w innych miejscach, w których komentowano tę sprawę (np. na portalu DEON.pl, gdzie w tym temacie głos zabrał o. Grzegorz Kramer SJ).

Trudno streścić tak obszerną dyskusję. Ale… Skoro ten wątek jest o autorytetach, to krytycy o. Szustaka często przypominali cytat z kard. Josepha Ratzingera, który w liście do Gabriele Kuby, autorki książki „Harry Potter - dobry czy zły?” napisał tak: „Dobrze, że wyjaśnia pani sprawę Harrego Pottera, ponieważ jest to subtelne uwiedzenie, które oddziałuje niepostrzeżenie, a przez to głęboko, i rozkłada chrześcijaństwo w duszy człowieka, zanim mogło ono w ogóle wyrosnąć”.

Natomiast Radek Siewniak odwołał się do św. Pawła, który na ateńskim Areopagu głosił Ewangelię Grekom i szukał innych niż biblijne argumentów, aby do nich dotrzeć; pomoc znalazł w literaturze greckiej. „To stanowi kapitalną lekcję dla wszystkich chcących i starających się dziś, tę samą Ewangelię opowiadać” – pisze Siewniak, który przywołuje cytaty Aretosa z Soloi i Epinedesa Kreteńczyka. Chodzi o wpisane dziś w biblijny kanon zdania apostoła: „Bo w nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” i „Jesteśmy bowiem z Jego rodu”, które pierwotnie oddawały cześć Zeusowi. „Jeżeli więc dla kogoś jest dziś nie do przyjęcia, aby przez Harrego Pottera mówić o Ewangelii, to również nie do przyjęcia jest sam Paweł apostoł, dzięki któremu jednak, tak się składa, zawdzięczamy, że Ewangelię poznaliśmy i dalej poznajemy. Paweł nie gardzi literaturą pogańską, ale uczy się znać to, co ludzie, którym opowiada o Jezusie, znają, aby móc trafić do ich serc z większym przesłaniem Dobrej Nowiny” – zauważa Radek Siewniak.

Nie znam się na literaturze greckiej czasów Pawłowych (czy wcześniejszych), więc nie jestem w stanie orzec, czy porównanie Radka Siewniaka jest słuszne, ale na pewno daje do myślenia. Zabierając natomiast głos w dyskusji napisałem, że „kultura popularna jest dziś tak bogata, że tak wytrawny kaznodzieja chyba może posłużyć się innym przykładem do wyjaśnienia jakiegoś biblijnego obrazu” i to zdanie podtrzymuję.

Puentę tego tekstu zostawiam samemu o. Szustakowi z jego dyskusji z ks. Węgrzyniakiem. Zaznaczam, że nie robię tego złośliwie, ale biorę słowa dominikanina za dobrą monetę i podobnie radzę wszystkim, którzy wzięli udział w dyskusjach na ten temat w ostatnim czasie (poza tym to bardzo budujące – i może w ogóle najważniejszy wniosek z całego tego zamieszania – że tak wielu ludziom Słowo Boże i Jego głoszenie nie są obojętne). A teraz już o. Adam Szustak OP: „Jam zwykły nieuk, który żadnych poważnych studiów nie skończył, a te wymagane do zostania księdzem ledwo do końca dociągnął, więc gdybym się we wszystkim tu mylił i racji zupełnie nie miał i głupoty same mówił, to o wybaczenie proszę i miłosierdziu Bożemu się polecam, piękno i dobroć Jego próbując jedynie, choć nieudolnie pokazać”.

Komentarze (0) Dodaj komentarz

Dodanie komentarza wymaga rejestracji w serwisie.