Chmura tagów
"Ósemka"  "Salwator"  "Wybrałam życie"  aborcja  Abp Antoni Baraniak  abstynencja  aktorstwo  Al-Anon  alkohol  alkoholizm  Benedykt XVI  bł. Dominik Spadafora  bł. ks. Jerzy Popiełuszko  Bp Marek Solarczyk  bp Marian Rojek  Brygida Grysiak  charyzmat  cierpienie  co wybrać?  czego szukać?  Droga Neokatechumenalna  duszpasterstwo powołań  dzieci  Dzieło Duchowej Adopcji Kapłanów  edukacja  Edyta Stein  Eleni  formacja  grzech  homoseksualizm  Instytut Prymasa Wyszyńskiego  instytuty świeckie  jak znaleźć?  Jan Paweł II  Kard. Stefan Wyszyński  Karmel  Katarzyna Łaniewska  komunikacja  Ks. Jerzy Popiełuszko  listy o powołaniu  macierzyństwo  Małżeństwa niesakramentalne  małżeństwo  Maria Okońska  Maryja  media  metanoia  Michał Lorenc  miłosierdzie  ministranci  modlitwa  muzyka  narkomania  narkotyki  niesakramentalni  nowe wspólnoty  o. Piotr Jordan Śliwiński OFMCap.  o. Wojciech Jędrzejewski OP  obrona życia  ojcostwo  papież Franciszek  pijarzy  pokuta  powołanie  prostytucja  przebaczenie  przednowicjat  Rekolekcje ignacjańskie  rodzice  rodzicielstwo  rodzina  Rok Wiary  Ruch Światło-Życie  salezjanin  Sandra Kwiecień  sponsoring  spowiedź  szkoła  św. Benedykt z Nursji  Św. Józef Kalasancjusz  Św. Rita  świadectwa  świadectwo  teatr  temat maja - macierzyństwo  Teresa Benedykta od Krzyża  uzależnienia  wdowy konsekrowane  wesele bezalkoholwe  Wesle Wesel  wolontariat  Zakon Szkół Pobożnych
Wierzę w życie, które nie kończy się tutaj - 31.10.2013
Zamyślenia na Rok Wiary
Wierzę w Kościół, który Jezus posyła do świata 31.07.2013
Zamyślenia na Rok Wiary

Masz problem? Chcesz rozwiać wątpliwości? Nurtują Cię jakieś pytania? Napisz do nas:

Powołaniowcy:
Monika Duc SP
Piotr Recki SP
Tomasz Abramowicz SP
Home» Co wybrać?» Kapłaństwo» Świadectwa» Można odejść na zawsze, by stale być blisko

Echo Katolickie - logo

Można odejść na zawsze, by stale być blisko

Uśmiechnięty, życzliwy, otwarty na drugiego człowieka, wrażliwy, ciepły. Wymagający nie tylko od ludzi, ale przede wszystkim od siebie. Zwyczajny i jakże niezwyczajny w swej zwyczajności. Tak o zmarłym przed miesiącem ks. Krzysztofie Czarnocie mówią parafianie, znajomi i koledzy kapłani.

Nie byliśmy na tę śmierć przygotowani - podkreślają wszyscy, którzy znali proboszcza parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Sobieszynie. Kiedy wieczorem 29 maja zaczęły dochodzić pierwsze wieści o śmierci ks. K. Czarnoty, wielu zareagowało szokiem, niedowierzaniem. Wszyscy liczyli, iż to jakaś fatalna pomyłka, a ks. Krzysztof za chwilę wejdzie uśmiechnięty do kościoła, by odprawić wieczorną Mszę św. Tak się jednak nie stało. Kilka godzin wcześniej, ok. 14.35, na łuku drogi krajowej nr 19 między Łosicami a Międzyrzecem Podlaskim w miejscowości Kopce auto ks. Czarnoty zderzyło się czołowo z ciężarówką. Kapłan nie miał szans. W wyniku odniesionych obrażeń zginął na miejscu.

Niezwyczajny w swej zwyczajności

Z drobiazgów życiowych wykonywanych wielkim sercem powstaje wielkość człowieka. Taki obraz osoby i kapłana wyłania się ze wspomnień mieszkańców Sobieszyna. - Bardzo brakuje nam ks. Krzysztofa. Wiadomość o jego śmierci była dla całej wsi ogromnym ciosem, po którym wciąż nie możemy się podnieść. Czujemy się tak, jakby odszedł członek najbliższej rodziny - mówi drżącym głosem sołtys Sobieszyna i prezes Ochotniczej Straży Pożarnej Kazimierz Makuch, dodając, że proboszcz zawsze miał czas dla swoich parafian, a drzwi plebanii były otwarte dla wszystkich.
Pomocy u ks. Krzysztofa szukali nawet ci, którzy nieczęsto przekraczali próg świątyni. Dla nich proboszcz był autorytetem, częstokroć ostatnią deską ratunku, kiedy życie traciło sens, kiedy potrzebny był dobry lekarz, kiedy trudno było żyć u boku męża nadużywającego alkoholu... Pocieszał i dodawał otuchy. To wszystko czynił dyskretnie. Głęboko wrażliwy, współczujący i ciepły.
- Kiedy przyszedł do Sobieszyna, niemal od razu zdobył sympatię ludzi. Wielu zapamięta go nie tylko stojącego przy ołtarzu, jego mądre słowa, ale też jak w ubrudzonej cementem sutannie pomaga przy remoncie kościoła. Był zwyczajny, a jednocześnie niezwyczajny w swej zwyczajności. Nie korzystał z pomocy wikariusza, mówiąc nam, strażakom, że to właśnie my jesteśmy jego wikariuszami. To był po prostu swój chłop. Następcy ks. Czarnoty trudno będzie mu dorównać czy przekroczyć podniesioną przez niego poprzeczkę - twierdzi K. Makuch.
Mieszkańcy Sobieszyna zapewniają, że będą pamiętać o swoim proboszczu. Kilka dni temu wycięli drzewa, o których usunięciu rozmawiali z ks. Krzysztofem. - Przy jego grobie obiecaliśmy, że dokończymy to, co on zaczął. I tego będziemy się trzymać - zapewnia K. Makuch.

Potrafił wyjaśnić najtrudniejsze sprawy

- Złe wieści rozchodzą się szybko. Ta o nagłym odejściu ks. Krzysztofa, lotem błyskawicy obiegła naszą miejscowość, paraliżując ludzkie myśli i uczucia. Szok i niedowierzanie, ból i żal mieszały się z sobą - tak tragiczny wtorek 29 maja wspomina dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Sobieszynie Barbara Pawlak. - Całej szkolnej społeczności trudno pogodzić się z tym, że ks. Krzysztof odszedł tak niespodziewanie, za szybko. 30 maja miał jechać z dziećmi pierwszokomunijnymi na wycieczkę. Nie zdążył - dodaje.
„Jako kapłan i jako nauczyciel był bardzo serdeczny, życzliwy, pracowity, posiadał wielki talent organizacyjny. Uczył dzieci miłości do Boga i szacunku dla człowieka. Podkreślał siłę modlitwy. Potrafił wyjaśnić młodzieży najtrudniejsze sprawy. Był prawdziwym autorytetem i takim pozostanie w naszej pamięci” - takie wspomnienie o ks. Czarnocie widnieje na stronie internetowej placówki.
- Zawsze otoczony dziećmi, młodzieżą. Rzadko podczas przerwy zaglądał do pokoju nauczycielskiego, wolał w tym czasie grać z uczniami w ping-ponga. Kiedy szedł korytarzem, dzieci biegły do niego jak do najlepszego przyjaciela. Przyciągał je swoim uśmiechem, życzliwością - podkreśla dyrektor sobieszyńskiej szkoły. - Ks. Krzysztof chyba pokochał tę naszą małą ojczyznę, w której wraz z nami przyszło mu żyć. Dowodem jest ostatnia wola kapłana. Zgodnie z nią chciał być pochowany na miejscowym cmentarzu. Znajduje się on tuż obok naszej szkoły. Zatem ks. Krzysztof, choć odszedł, wciąż jest blisko nas - mówi ze wzruszeniem B. Pawlak.

Wspaniały przyjaciel i gospodarz

Ks. Henryk Jakubowicz, proboszcz parafii św. Michała Archanioła w Białej Podlaskiej, poznał ks. Krzysztofa w 1981 r. Byli na jednym roku w Wyższym Seminarium Duchownym w Siedlcach, do którego obydwaj postanowili wstąpić po ukończeniu liceum ogólnokształcącego. - Krzysztof bardzo dbał o swój rozwój intelektualny. Poza tym zawsze miał najlepsze i najdokładniejsze notatki na roku, które chętnie nam udostępniał - wspomina z uśmiechem ks. Henryk. - Jako klerycy WSD zwykle raz w tygodniu spotykaliśmy się by pomodlić się, pośpiewać czy po prostu pogadać. Krzysztof zawsze był inicjatorem tych spotkań - dodaje.
Po otrzymaniu święceń kapłańskich koledzy z roku zostali skierowani do pracy w parafiach. Czasami dzieliły ich setki kilometrów. Przyjaźń jednak przetrwała. - Spotykaliśmy się na imieninach, a zaledwie kilka miesięcy temu, pielgrzymując śladami św. Piotra i Jana po Turcji, świętowaliśmy 25-lecie kapłaństwa, chociaż oficjalne obchody były zaplanowane na 3 czerwca. Cieszyliśmy się, że do jubileuszu dotrwaliśmy w komplecie... - opowiada.
Jako gospodarz parafii, których był proboszczem, ks. Krzysztof angażował się w prace remontowe. To z jego inicjatywy przeprowadzono kompleksową renowację kaplicy pw. św. Jerzego w Krzyczewie, byłej parafii unickiej. Wyremontował i odrestaurował też kościół w Sobieszynie. Nowy blask zyskała również świątynia w Neplach. - Dzięki staraniom Krzysztofa w parafii zainstalowano relikwie bł. Męczenników z Pratulina, których kult głęboko nosił w sercu. To właśnie przez wstawiennictwo bł. Wincentego Lewoniuka Krzysiek prosił o uzdrowienie mamy. Tak też się stało. Zresztą Krzysztof był człowiekiem modlitwy, a Msza św. była dla niego sercem każdego dnia - przypomina proboszcz bialskiej parafii, który podczas pogrzebu ks. Krzysztofa pożegnał go w imieniu kolegów z seminarium.

Najwięcej wymagał od siebie

- Kiedy przejeżdżam w pobliżu sobieszyńskiego kościoła, patrząc na jego wieżę, widzę Krzysztofa, który, mimo kłopotów osobistych, staje uśmiechnięty w drzwiach sobieszyńskiej plebanii i słowami „Jacuniu, kaweczkę!” zaprasza z radością do środka. Takim go zapamiętam - mówi diecezjalny duszpasterz rodzin ks. Jacek Sereda. - Kiedy informację o śmierci ks. Czarnoty potwierdził ks. Piotr Sawczuk, gdzieś tam w środku zacząłem zadawać pytania: dlaczego Krzysztof, dlaczego teraz. Przecież miał tak wiele planów, tak dużo chciał jeszcze zrobić. Szybko jednak dotarło do mnie, że taki był plan Boga. Bardzo brakuje mi Krzysztofa, jako kolegi i przyjaciela. Jednak wewnętrzną pociechę przynosi mi myśl, że taka była wola Pana - dodaje kapłan.
Ks. Jacek i ks. Krzysztof poznali się, kiedy ks. Czarnota był proboszczem w Neplach. - Zawsze otwarty na drugiego człowieka. Pełen optymizmu, którego źródłem była wiara w Boga. Krzysztof miał również niesamowitą łaskę jednoczenia ludzi. Obejmując parafię w Sobieszynie powiedział, że zdaje sobie sprawę, iż wszystkich nie nawróci, ale zrobi wszystko, by jego nowi parafianie usłyszeli o miłości Boga. Często widywałem Krzysztofa z brewiarzem w ręku, zamyślonego, zadumanego. Był silny i wymagający, ale to od siebie wymagał najwięcej, przede wszystkim autentyzmu i życia Ewangelią - zaznacza ks. Sereda, dodając, że ks. Krzysztof nigdy nie zapominał, że przede wszystkim jest kapłanem. Boga i Kościół stawiał zawsze na pierwszym miejscu.
- Zaskoczyła nas śmierć i nagłe odejście ks. Krzysztofa. Pan Bóg ma jednak plany, które nie zawsze pokrywają się z naszymi - mówił podczas pogrzebu ks. Czarnoty biskup siedlecki Zbigniew Kiernikowski, dodając: - Bóg przemawia do nas również przez wydarzenia dramatyczne. Księdzu Krzysztofowi nie dane było przeżyć jubileuszu 25-lecia kapłaństwa, ale mógł doświadczyć Bożej miłości i pokoju. Jako wierzący patrzymy na tę śmierć w świetle słowa Bożego, które zapewnia nas, iż „sprawiedliwy, choćby umarł przedwcześnie, znajdzie odpoczynek”. Pamiętajmy o tych słowach.


Źródło: Echo Katolickie 26/2012

Komentarze (0) Dodaj komentarz

Dodanie komentarza wymaga rejestracji w serwisie.