Przemysław Radzyński

Blog redaktora naczelnego

Kalendarz wpisów
Wrzesień 2019
P W Ś C P S N
  1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30  
Home» Nasi blogerzy» Przemysław Radzyński» Wpisy» Pogłośnić ciszę 05 września 2012

Pogłośnić ciszę

John Cage - fot. Steve Bowbrick - flickr.com John Cage - fot. Steve Bowbrick - flickr.com

5 września. Wychodząc z pracy tradycyjnie włożyłem słuchawki do uszu, podłączyłem do telefonu i włączyłem radio. Szedłem jeszcze na pocztę wysłać służbowe przesyłki. Towarzyszył mi głos spikera prowadzącego popołudniowe pasmo w radiowej „Dwójce”. Na poczcie była kolejka, więc skupiłem się na słuchaniu. Prowadzący zapowiadał jakiś utwór, który miał się zacząć o 16.33. Robił to z dość dużym przejęciem i zaangażowaniem. Najwidoczniej była to transmisja na żywo. W tych zapowiedziach padło kila razy słowo „cisza”. Zaintrygowało mnie to i bardzo zależało mi na tym, żeby wziąć udział w tym „wydarzeniu”. Wysłałem paczki i skupiłem się na słuchaniu radia. Spiker oznajmił, że orkiestra jest już gotowa, zbliża się dyrygent i utwór się zaczyna. Zabrzmiała cisza. Dla pewności pogłośniłem telefon. Wsłuchiwałem się w ciszę w radiu. Fenomenalne uczucie, mimo zgiełku na trasie mojego marszu na przystanek autobusowy. Minęło cztery i pół minuty. Później orkiestra zagrała „Happy birthday”. Następnie znowu zapadła cisza. Na tę druga ciszę prowadzący audycję radiową chyba nie był do końca przygotowany. Lekko zmieszany stwierdził: „to chyba bis”.

5 września minęła setna rocznica urodzin Johna Cage’a. A utwór, o którym wyżej, to słynne 4’33’’. Partytura to ciąg pauz – składających się na trzy części – w sumie utwór trwa cztery minuty i trzydzieści trzy sekundy. Prawykonanie na fortepian spotkało się z niezrozumieniem, wręcz z oburzeniem, odbiorców. Dziś, po sześćdziesięciu latach, kiedy ogląda się wykonanie tego utworu na YouTube (blisko 3 miliony odsłon!) wszyscy się doskonale bawią – dyrygent trzymający nieruchomo batutę po zakończeniu jednej z części ociera pot z czoła, muzycy zapatrzeni w skomplikowaną partyturę znacząco się uśmiechają, a publiczność żywiołowo reaguje po zakończeniu utworu.

Jakże ta grająca cisza wydaje się ważna, zwłaszcza dziś, kiedy nie wychodzimy z domu bez słuchawek na uszach, kiedy nawet w trakcie spotkania i rozmowy musi nam towarzyszyć radio lub muzyka. Cisza nam przeszkadza. Cisza nas boli. Ale cisza jest potrzebna. Powiedział mi niedawno jeden z rozmówców do przygotowywanego numeru eSPe, że wyniósł ze swojej rodziny wielką wartość, którą teraz przekazuje swoim uczniom i spotykanym ludziom – słuchanie Pana Boga. Mówił o modlitwie, którą definiujemy często jako rozmowę. Ale równie często zapominamy w niej o milczeniu i nie dajemy Panu Bogu dojść do słowa. Nie potrafimy odkryć swojego powołania, nie możemy doświadczyć Boga, bo ciągle monologujemy. Żeby spotkać Boga potrzebna jest cisza. Tak jak cisza potrzebna jest, żeby usłyszeć muzykę.

Usłyszenie muzyki, tam gdzie wydawało się jej wcale nie być nazywa się momentem Cage'owskim. Polecam każdemu taki „moment”. Może właśnie te cztery minuty i trzydzieści trzy sekundy. Myślę, że to dobry początek, żeby usłyszeć Boga.


PS. W dzisiejszej Ewangelii czytamy, że Jezus „z nastaniem dnia wyszedł i udał się na miejsce pustynne” (Łk 4, 42a). Pustynia Jezusa to miejsce, gdzie spotyka się ze swoim Ojcem, gdzie w ciszy słyszy Boże słowo, pustynia to Jezusowy moment Cage'owski.

Komentarze (0) Dodaj komentarz

Dodanie komentarza wymaga rejestracji w serwisie.